niedziela, 14 czerwca 2015

Historia jakich wiele....




Witajcie
Z racji tego że niedługo powitam swoją córeczkę na świcie coraz więcej myślę czy uda mi się karmić piersią i dla Was moja historia !





Karmienie piersią dla mnie to?
No właśnie czym jest dla mnie naturalne karmienie ,pokarm matki który jest dla dziecka najlepszą ochroną . Najprostszym sposobem zapewnienia dziecku wszystkich składników odżywczych i wzmacnianie więzi między matką i dzidziusiem. Spełnieniem się jako matki jako kobiety? Tak myślałam gdy byłam w ciąży , nie brałam pod uwagę innej możliwości niż naturalne karmienie. Wydawało mi się to całkiem naturalnym procesem który jest łatwy ale bardzo się pomyliłam. Opowiem wam historię jakich pewnie wiele... No cóż w oczekiwaniu na swoje pierwsze dziecko czytałam tysiące artykułów porad itp. dotyczących karmienia i pielęgnacji noworodka , chyba jak każda kobieta chciałam być przygotowana i w tamtej chwili byłam pewna że tak jest ,ale nie było.
Poród przyszedł nieoczekiwanie i był ciężki ,gdy urodził się mój synek na którego tak długo czekaliśmy usłyszałam "oddychaj malutki" nie takich słów oczekiwałam chciałam raczej aby mi powiedzieli urodziła Pani ślicznego chłopca w tamtej chwili chciałam żeby płakał chciałam go usłyszeć ! Łzy mi ciekły nie wiedziałam czy ze strachu czy z bólu gdyż szyto moją ranę bez znieczulenia ale to już inna bajka. Synek trafił do inkubatora, a ja na salę kazali mi spać ale jak ? Czemu nikt nic nie mówi? W końcu przychodzi lekarz i mówi że synek jest zdrowy i podają mu czysty tlen ,przestaje słuchać emocje opadły łzy płynęły same ...
Przez trzy dni podawali synkowi butelkę z racji tego że był w inkubatorze więc nie było pierwszego karmienia piersią pierwszych prób i nauki , nie tak miało być! Gdy przynieśli mi mojego dzielnego chłopczyka i kazali przystawić do piersi byłam uradowana,ale tylko przez chwilę . Nie potrafiłam go sobie ułożyć ,gdy się udało dziecko w ogóle nie umiało złapać brodawki bo przeciesz z butelki było szybciej próbowałam na różne sposoby i nic! Moje przygotowania i wiedza stały się nic nie warte, piersi bolały pokarm sam mi leciał ,a Pani która przychodziła zobaczyć jak mi idzie nie pomagała mało ją to obchodziło. Załamałam się płakałam nad dzieckiem które chciało jeść,a ja nie potrafiłam go nakarmić. Polecono mi nakładki do karmienia i wtedy coś się ruszyło ale to też nie było to,każdy tylko chodził i pytał czy karmię. Mąż i teściowa wydzwaniali do mnie z tekstami "musisz karmić,musisz próbować" a co ja niby robię? Nie czułam się z tym dobrze z dnia na dzień dopadała mnie większa niechęć , mówiłam sobie nie jesteś dobra matką nie nadajesz się ale dlaczego tak jest przeciesz byłam gotowa czemu innym mamą wychodzi ,a mi nie?
W końcu po długim pobycie w szpitalu wypuścili nas do domu ,mówiłam sobie że w domu będzie lepiej bez stresu poradzę sobie ,następna pomyłka. Jak było w domu, sto razy gorzej! Myślę że dała bym radę bo mimo poddania się uparcie próbowałam walczyć o to żeby spełnić się w roli mamy i poczuć to szczęście . Teraz te najtrudniejsze chwile kiedy moje dziecku nie mogło sobie poradzić ze złamaniem piersi głodne i rozdrażnione płakało teściowa wprowadzała zamieszanie! Przychodziła i stała na de mną pouczająca co nic nie dawało,wpadłam w depresję bo mojemu dziecku nie wolno było płakać w nocy czy w dzień to był istny koszmar. Gdy tylko płakał oni już byli bo ja mu krzywdę robię bo nie potrafię nakarmić , potrafili przychodzić rano gdy mąż wychodził do pracy z pytaniem "dawałaś mu jeść". Wtedy pytałam sama siebie , czy ja naprawdę jestem taka okropna przeciesz nie głodze własnego dziecka . Czułam się strasznie byłam chodzącym cieniem człowieka. Poddałam się miałam dość , butelka rozwiązała problem w taki sposób że dziecko nie płakało ,nakarmiony grzecznie spał. Teraz jestem w drugiej ciąży już prawie końcówka i nastawiam się na naturalne karmienie wiem że będzie ciężko ale mimo przykrych wspomnień ciężkich przeżyć depresji łez i bólu serca będę walczyć! Karmienie piersią jest dla mnie bolesnym wspomnieniem można powiedzieć że traumą , lecz teraz jestem szczęśliwa mamą mieszkamy sami  i chce z całego serca cieszyć się swoim dzieckiem swoim macierzyństwem. Już nigdy nie powiem że nie nadaje się że nie jestem matką. To co najgorsze zostawiłam za sobą , teraz karmienie córeczki piersią będzie dla mnie wyzwaniem może się nie udać ,a może będzie mi dane poczuć to ciepło na sercu... :)

A jak było u was?

10 komentarzy:

  1. Takich tesciow to ja bym wyrzucila z domu! Po prostu nie otwieralabym drzwi i niech wala ile chce albo po prostu stwierdzic potrzebujesz czasu i maja wpadac jak jest maz...i koniec:)
    A teraz zycze Ci powodzenia oby tym razem karmienie piersia udalo sie i zastapilo traume pieknym wspomnieniem.
    Pozdrawiam i zapraszam do Nas.
    http://laurusiowy-zawrot-glowy.blogspot.de/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję , jakby nie było na pewno będzie lepiej niż wtedy :)
    Co do teściów wchodzili bez pukania czy pytania więc i tak nic nie dało się zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluje odwagi pomimo tego co Cie spotkało. Ja miałam podobne przeżycia, małego wcześniaka, problemy z dostawianiem ale moja mama (ANIOŁ nie kobieta) bardzo mnie wspierała i pomagała. Także karmię do tej pory ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :) takie wsparcie to skarb . Również gratuluje zaparcia i wytrwałości :)

      Usuń
  5. Presja karmienia piersią jest ogromna, wiem coś o tym. Pierwsze dziecko karmiłam piersią rok. Wystarczyło kilka minut z położną, która pokazała jak przystawiać i poszło samo. Jak byłam w ciąży z bliźniakami myślałam, że będzie tak samo. Maluchy nie chciały ssać piersi, dostawiałam je milion razy. W szpitalu wszyscy naciskali na karmienie piersią, ale nikt nie chciał mamom pomóc (problem dotyczył większości mam na moim oddziale). Już w szpitalu zaczęłam ściągać mleko laktatorem i dawać z butelki. A potem na zmianę przytulałam moje dzieci, żeby zrekompensować im bliskości podczas karmienia piersią. Oczywiście przez pierwsze miesiące każdy pytał czy się udało, czy karmię piersią. Na stwierdzenie, że ściągam mleko i jeszcze trochę dokarmiam sztucznym słyszałam pełne współczucia stwierdzenia. A ja jestem zadowolona, że moje dzieci dostają moje mleko. Znam inne mamy, które też tak robią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem również zaopatrzyłam się w laktator ;) i w razie czego będę ściągać pokarm i karmić butelką

      Usuń
  6. ja jeszcze nie jestem w tym temacie, ale na pewno kiedyś się zainteresuję;p

    OdpowiedzUsuń
  7. Strasznie to przykre, a najbardziej przykre jest zachowanie ludzi z Twojego najbliższego otoczenia, w głowie to się nie mieści! Kobieta po porodzie potrzebuje ogromnego wsparcia. Ja karmiłam piersią choć początki były trudne, po cesarskim cięciu laktacja nie chciała ruszyć ale w końcu udało się. Wszystkiego dobrego Co życzę :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz sprawi mi przyjemność :) zostaw po sobie ślad a na pewno Cię odwiedzę